środa, 7 maja 2014

Wróciła.

Czasem nie wiem, często nie rozumiem. Błądzę w poszukiwaniu swojej drogi. Ale dziś nie wstydzę się do tego przyznać, bo wiem, że tylko szukając znajdę właściwe odpowiedzi, tylko wątpiąc nabiorę pewności, że moje decyzje są słuszne, nawet jeśli błędem niejednokrotnie poprzedzone.

Bo zarzekałam się, że czytać nie będę, że damy sobie radę i że nikt lepiej nie zna naszego dziecka niż my sami. Problem w tym, że przyszedł taki dzień, kiedy miałam wrażenie, że w ogóle Jej nie znam, że szukałam w Niej mojej małej dziewczynki, że ręce rozkładałam z niedowierzaniem. A dziś odnoszę wrażenie, że właśnie dlatego, że przeczytałam, przetrwałam.
"(...) bunt dwulatka, ta ważna faza rozwoju, mija i nagle rodzice odkrywają, że mają przed sobą stosunkowo zrównoważonego, bardziej współpracującego trzylatka, który zaczyna reagować na racjonalne argumenty (...)" 
Nie wiem czy minęła i na jaki czas. Pewnie wróci nie raz. Dziś wiem, że na pewno kilka dni temu wróciła do mnie moja mała, rezolutna dziewczynka, za którą strasznie tęskniłam. Wróciła pełna uśmiechu i szczerej radości. Pełna pomysłów i samodzielności. Chce z nami rozmawiać, próbuje z nami negocjować a nawet na kompromisy się zgadza. Pozwala sobie wiele wytłumaczyć i częściej niż zwykle nasze decyzje szanuje. Nadal tupie nogą, nadal głośno potrafi komunikować swoje niezadowolenie, ale dużo częściej chce się z nami po prostu dogadać. 
Po tych dłużących się falach złości, gniewu, płaczu i krzyku o wszystko, kiedy chwile spędzone wspólnie częściej przytłaczały niż szczęście dawały, jestem wzruszona. Wzruszona jestem, kiedy wdrapuje mi się na ręce i mówi, że kocha ściskając mnie za oba policzki, tak po prostu, kiedy prosi bym na Nią popatrzyła, bo chce mi coś powiedzieć patrząc prosto w oczy, kiedy wskakuje mi na kolana i opowiada mi książkę, którą czytamy co wieczór. Woła nas jeszcze częściej i potrzebuje jeszcze bardziej, ale właśnie po to by pokazać jak bardzo chce być samodzielna. Naprawdę wróciła. Wiem, że jeszcze niejednokrotnie wybierze się w tą buntowniczą podróż, do końca nam może jeszcze niezgłębioną, ale jeśli każdy powrót tak właśnie będzie wyglądał, to ja to przetrwam, obiecuję. 

12 komentarzy:

  1. jeju,co to musi się rozgrywać w takim małym ciałku,by aż taką metamorfozę przechodziło w tak krótkim czasie? niebywałe!
    przetrwacie,przetrwacie,nie ma innej opcji :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Patrząc na cały wachlarz swoich emocji, z którymi z trudem niejednokrotnie sobie radzę, to Ją rozumiem aczkolwiek nie zmienia to faktu, że trudne to wszystko.

      Usuń
  2. znalazłam Cię już dawno, podczytuję regularnie. taka ładna czcionka ;)
    a co do buntu/ów... pamiętam moje zaskoczenie po dwulatkach, kiedy przyszły bunty trzylatków, a potem czterolatków... a potem poczytałam wyrywkowo jedną mądrą książkę i już wiedziałam, że tych buntów będzie od groma, mniej więcej co pół roku :)
    i te powroty rzeczywiście to miód na serce.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Za efekty wizualne tego miejsca odpowiada pewna bliska mi osoba, przynajmniej za większość, ale dziękuję =) Miło mi również, że nie tylko podczytujesz, ale także zabrałaś głos.
      Wiesz, póki co nie wyobrażam sobie, że mogą być inne i pewnie jeszcze trudniejsze =Pozdrawiam ciepło.

      Usuń
  3. A pewnie, że dasz radę:) i myślę, że każdy następny będziesz znosić lepiej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha, co do tego czy lepiej to mam obawy =)

      Usuń
  4. Pisałam jakiś czas temu niemal identyczny wpis:) Bunt dwulatka za nami, ale Mieszko to człowiek o buntowniczej naturze, więc mniejsze, czasem większe bunty grane są na okrągło. Tylko konsekwencja może nas uratować;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W życiu bym nie powiedziała, zdjęcia tego absolutnie nie oddają, taki spokój w spojrzeniu. Bo Lu. to chochliki w oczach i nikogo nie oszuka =)

      Usuń
  5. Fajnie tu u Ciebie, podoba mi się . A co do buntu dwulatka, to przechodzi potem jest 3-latka, 4 itd ..W niektórych sprawach łatwiej bo można wytłumaczyć pewne sprawy, porozmawiać, ale jak ma się uparciucha małego to czasami ciężko jest ale chyba na tym polega bycie mamą, czasami trzeba iść na kompromis, czasami spojrzeć z poziomu tych 100 cm wzrostu:-) Pozdrawiam!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziekuję i zostań więc proszę =) Złoty środek, na każdym etapie szukam innych.

      Usuń
  6. choćby miało to się powtarzać częściej i bardziej gwałtowniej bo ludzie tak już mają - to i tak to przetrwasz :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mimo wszystko jak najrzadziej i najmniej gwałtownie poproszę =)

      Usuń